sobota, 13 września 2014

Rozdział II

                                            ,,Nic mi nie jest kretynie"


Moje życie? To jedne pasmo nużących zdarzeń. Codzienna pobudka o 6.00, bieg na przystanek, ciężka harówka w pracy, namolny szef, krytykujący klienci, powrót do domu, sen. Życie pełne przygód i niebezpieczeństwa. Po prostu moja ziemska wędrówka, tryskająca pasją i wigorem.
Jestem młoda i powinnam szaleć teraz w klubach, robić durnowate rzeczy ze znajomymi. Mogę niestety tylko o tym pomarzyć. Los mnie nie oszczędza, trudne dzieciństwo, traumy, śmierć rodziców. Co prawda nie troszczyli się o mnie, ale nie zmienia to moich uczuć do nich. Rodzice to rodzice.
- Kelly, Kelly!- usłyszałam donośny krzyk.
Otworzyłam szybko oczy rozglądając się po kuchni. Na przeciwko mnie stała rudowłosa Bebe.
- Czego?- spytałam
Bebe Wesley popatrzyła na mnie z ukosa.
 Wygląd Bebe charakterystyczny jest dla dziewczyn z playboya. Duże, zielone oczy, zgrabne ciało, duże piersi i wypukłe usta. Było to dość mylące. Kelnerka jest feministką, a jej wygląd przyciąga wiele męskich spojrzeń. Nie było by w tym nic złego gdyby nie propozycje typu : Maleńka za jedną noc z Tobą oddam ci cały majątek.
- Co ty do cholery robisz?- zdziwiła się.
- Medytuję- odpowiedziałam podnosząc się z ziemi.
Rudowłosa skarciła mnie wzrokiem.
- W pracy?
- Aha- zamruczałam lakonicznie wywołując śmiech u koleżanki.
- Mamy wielką kolejkę. Directioners przyszły i domagają się jedzenia- ogłosiła wręczając mi zamówienia.
Pokazałam jej kciuk w górze.
- To nie jest Nandos- zdziwiłam się- Nie powinny czatować na chłopaków w ich ulubionej knajpie?
Zielonooka wzruszyła ramionami.
- Skąd mam wiedzieć? Nie obchodzi mnie to One Direction.
Zasmuciłam się. Ja tam lubię tych chłopaków. Gdybym miała tylko pieniądze stałabym pod sceną dzisiejszego koncertu i radośnie piszczała próbując dotknąć koniuszek ich buta.
Szybko uporałam się z zamówieniem. Po czym wybił mój czas na przerwę.
Wyszłam drzwiami przeznaczonymi dla obsługi, zabierając ze sobą potężnego hamburgera.
Znalazłam się w ciasnawej uliczce pomiędzy budynkiem naszej restauracji, a jakimś studiem nagraniowym. Oparłam się o mur i zaczęłam zajadać się posiłkiem. Jako że jestem nie ogarniętym dzieckiem, po trzecim gryzie mój posiłek znalazł się na podłodze.
-Cholera!Jakim cudem cie upuściłam?- warknęłam zdenerwowana w stronę rozpaćkanej plamy.
Zaczęłam powoli zbierać jedzenie które wylądowało pod drzwiami studia.
Nagle usłyszałam huk, a przez moją głową przeleciał przeszywający ból.
- Co jest?- usłyszałam czyjś głos
- O cholera- odezwała się jakaś druga osoba.
Przeniosłam wzrok na swych oprawców.
- Nic ci nie jest? Bardzo przepraszam- zaczęła się tłumaczyć niewyraźna plama.
Zamknęłam oczy, a gdy z powrotem podniosłam powieki zauważyłam pochylonych w moją stronę Nialla Horana i Harrego Stylesa.
- Nic ci nie jest? Chyba rozciąłem ci głowę- powtórzył ze skruchą blondyn przykucając obok.
Odezwij się! Ten idiota powalił cie na ziemie!
- Nic mi nie jest krety...- niedane było mi dokończyć. Gdyż do gardła podeszła mi żółć powodując że kilka kęsów hamburgera wydostało się z powrotem z żołądka. Niestety zwymiotowałam na przerażonego gwiazdora...

_______________________________
Aw, drugi rozdział gotowy! Krótki, ale jest.
Kochani  jak wam się podoba? Zostawcie po sobie KOMENTARZ. To dla mnie bardzo WAŻNE. :)
Zachęcam również do obserwowania. Jak ktoś by chciał jeszcze dostawać jakieś dodatkowe informacje to niech tylko powie i da znać gdzie chce być informowany. Może to być np. Twitter.
Ps. Na razie musicie zadowolić się tym szablonem, w późniejszym czasie postaram się o inny.
Dobranoc.

Obserwatorzy